Szumi woda, szumi las, szumi treść

Kto z Nas nigdy nie poszedł na meeting w robocie, bo zignorował maila z informacją on nim, niech pierwszy rzuci kamieniem. Albo komu nigdy nie wyłączyli Internetu, bo zignorował maila z fakturą. No dobra. Może lepiej nie rzucajcie, bo może być tak, że tylko ja tak mam i jak zaczniecie rzucać, to Mount Everest będzie mógł się schować w cieniu nowej najwyższej góry na Świecie: góry zapomnianych spotkań, wizyt u lekarza, niezapłaconych rachunków i innych superważnych rzeczy, o których zapomniałam albo które zignorowałam, bo moją uwagę akurat zajęła reklama węży ogrodowych. Istnieją na szczęście (albo raczej niestety) przesłanki, że nie jest to tylko mój problem, bo znam jeszcze co najmniej 2 osoby, które się ze mną zgadzają, i nie są to moi rodzice, którzy zgadzają się ze mną dla świętego spokoju. No więc mamy już 3 osoby. Na podstawie tego dowodu anegdotycznego można wyciągać wnioski i robić statystyki ilu Grażynom odcinają prąd w miesiącu, bo pomylą rachunek z zaproszeniem na bezpłatne badanie słuchu. No dobra. Żart. A teraz na serio. Szum informacyjny.

Pierwsze badanie na temat nadmiaru informacji, na które natrafiłam, pochodzi z lat 70. XX wieku. Ej, ale wyobraźcie to sobie. LATA 70. Telefony komórkowe były wielkości cegły i raczej nie miały zainstalowanej apki Instagrama. Telewizor? Proszę bardzo. W żywych, czarno-białych kolorach. Internet raczkuje, a o stronach WWW nikt jeszcze nie słyszał. Skąd w tamtych czasach miałby się wziąć szum informacyjny? Pan Jacob Jacoby wziął na tapetę etykiety produktów spożywczych i postawił hipotezę, że potencjalni nabywcy tych produktów mogą zostać przeładowani informacjami mając do wyboru 16 produktów różniących się jedynie marką i kalorycznością. I hipotezę tę potwierdził. Kolega po fachu, Pan Malhotra przeanalizował te same dane, co Pan Jacoby i doszedł do zupełnie innych wniosków. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły badania i metodologii, bo ani nie ma to w tym momencie znaczenia, ani nie do końca mam ochotę zagłębiać się w kaloryczność gołąbków w sosie pomidorowym, ale zrobiła się z tego niezła kaszana. Co się działo można przeczytać np. tu. Wniosek, który chcę wysnuć z tej historii jest następujący, niezależnie który z Panów miał w tym przypadku rację, dostrzeżony został pewien potencjalny problem, który w następnych latach, wskutek rozwoju technologii, eksplodował.

Mam wrażenie, że im jestem starsza, tym gorzej skupiam się na rzeczach. Mam też wrażenie, że powodem nie jest tu amnezja starcza, a raczej ilość informacji i ich źródeł, która z roku na rok staje się coraz większa. Nawet nie chodzi o atakujące na ulicach bilboardy, reklamy na youtube i ulotki. Chodzi o informacje, które świadomie wybieram, czy to z powodów zawodowych, czy hobbystycznych. Ostatnio stwierdziłam, że zwariowałam. Codzienne pieczołowite skrolowanie Facebooka i Instagrama przeplatane oglądaniem Youtube zabierało mi ZDECYDOWANIE za dużo czasu. W pewnym momencie wkurzyłam się, nie powiem, bo zauważyłam, że z obu tych źródeł dostaję te same informacje, od tych samych osób i po krótkim zastanowieniu i siarczystym „Azaliż nerwy me zszargane są okropnie, zaiste muszę poczynić stosowne kroki w celu przywrócenia równowagi.”, przydzieliłam każdej aplikacji osobną funkcję: Facebook – kontakt ze ludźmi, Youtube – rozrywka i wiedza (Kasia Gandor, TwoSetViolin, TED talki i inne 10-minutowe mądrości), Instagram – zdjęcia kotków i filmiki ludzi w dmuchanych kostiumach dinozaurów. Jeśli zastanawiacie się, gdzie teraz spędzam najwięcej czasu, to wiadomka – Instagram.

CZY TO NIE JEST PIĘKNE?!

Zdecydowanie polecam podzielenie sobie social mediów, jeśli za dużo ich używacie, bo to pomogło mi lepiej zarządzać czasem. U MNIE DZIAŁA.

Nadmiar informacji ma też swoje psychologiczne skutki – FOMO (Fear-Of-Missing-Out), niepokój, depresja, czy kompulsywne używanie social mediów. To jest w ogóle bardzo ciekawy temat i chciałabym coś więcej na ten temat wiedzieć i może nawet o nim kiedyś napiszę. Jak już się doedukuję.

Jeśli dotarłaś/dotarłeś do końca, to witam Cię na moim blogu. Może być tak, że jesteś świadkiem pierwszego i ostatniego wpisu, ale może być też inaczej i jednak mi się nie odechce. Nigdy nie wiadomo! Blog jest jeszcze w powijakach, ale dzielnie walczę i staram się uprzyjemnić jego odbiór.

4 uwagi do wpisu “Szumi woda, szumi las, szumi treść

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s