Nie jestem oszustką.

Nie zasługujesz na to, żeby być tu gdzie jesteś.

Nie jesteś wystarczająco dobra.

Zobaczysz, kiedyś wyjdzie na jaw, że nic nie potrafisz.

W czasach szkolnych byłam uważana za utalentowane dziecko. W małej miejscowości, gdzie się wychowywałam, nie trzeba było dużo robić, aby zostać za takie uznanym. Wystarczyło nie zawalać. Standardy dużych miast są zgoła inne. Żeby postrzegano cię za osobę ponadprzeciętną należy wygrać 5 olimpiad naukowych, układać w pół sekundy kostkę Rubika, zagrać recital w Carnegie Hall i żonglować płonącymi pochodniami kręcąc jednocześnie hula hop. Na studiach znalazłam się w towarzystwie takich właśnie ludzi. No i wtedy pojawił się głos.

Choćbyś nie wiem, jak się starała, jesteś gorsza.

Jesteś tu gdzie jesteś przez przypadek.

Kiedy poszłam do pracy, która była totalnie różna od tego, co chciałam robić w życiu i w czym czułam się dobrze, ale za to brzmiała imponująco, głosik już krzyczał.

Nie zasługujesz na tę pracę.

Musisz ukrywać to, że tak naprawdę nic nie potrafisz.

Nikt nie może się dowiedzieć.

Syndrom oszusta. To termin znany psychologii już od 40 lat. Pierwszy raz użyto go w odniesieniu do kobiet uznanych przez środowisko za specjalistki w swojej dziedzinie lub studentek osiągających sukcesy, chociaż oczywiście nie tylko kobiety doświadczają tego uczucia. Syndrom oszusta objawia się przekonaniem, że wszystko co osiągnęliśmy w życiu, tak naprawdę nam się „udało” i nie zawdzięczamy tego swoim umiejętnościom. Za tym idzie strach, że tak naprawdę tych umiejętności nie mamy, a ich brak zostanie wkrótce zdemaskowany i okaże się, że tak naprawdę jesteśmy oszustami. O ile czasem w życiu faktycznie nam się poszczęści, zakładanie, że sukces zależy wyłącznie od szczęśliwych trafów, a w żadnym stopniu od umiejętności, jest pogwałceniem rachunku prawdopodobieństwa. Gdybym naprawdę miała takie szczęście, już dawno pobiegłabym do najbliższego Kolportera i wykupiła wszystkie zdrapki. A jednak tak myślimy, bo, tak się składa, że nasz mózg nie jest rozsądny, a to, jak się czujemy, zależy od stężenia różnych związków chemicznych (neuroprzekaźników) w mózgu i wykształconych połączeń neuronów. Można to sobie wyobrazić, jakbyśmy mieli w mózgu sieć autostrad, po których zamiast samochodów jeżdżą neuroprzekaźniki. Nasze reakcje na rzeczywistość, które regularnie i często powtarzamy, rozbudowują daną linię autostrady. W końcu nasz mózg domyślnie wybiera największą autostradę, odrzucając inne możliwe drogi. Na przykład, wyobraź sobie, że miałeś wyjątkowo wymagającego nauczyciela biologii, który miał nierealistyczne wymagania i każda odpowiedź przy tablicy kończyła się upokorzeniem i niską oceną. Twój mózg zbudował autostradę, która w odpowiedzi na publiczne wystąpienia lub jakiąkolwiek formę sprawdzania wiedzy, prowadzi do ośrodka odpowiedzialnego za strach, kompletnie ignorując inne drogi, prowadzące do odczuwania dumy czy podekscytowania.

Znane jest wiele przyczyn, które prowadzą do powstania w mózgu sieci autostrad odpowiedzialnej za syndrom oszusta. Jedną z nich jest przeszłość i oczekiwania, jakie były nam stawiane w dzieciństwie. Inną – perfekcjonizm. Kolejna to praca w środowisku, w którym istnieje przewaga liczebna płci przeciwnej. A jedną z najciekawszych, według mnie, przyczyn jest praca, w której miara sukcesu nie idzie w parze z jakością bądź ilością pracy potrzebną do jego osiągnięcia. Innymi słowami – sukces przychodzi zbyt łatwo lub zbyt trudno. Jeśli spojrzymy na wyższą edukację okaże się, że dostarcza ona dodatkowych bodźców, które dosypują neutronów do reaktora (czyt. dolewają oliwy do ognia, wybaczcie, musiałam). Nasz system edukacji jest chory, a edukacja wyższa w ostatnich latach, to już właściwie leży na intensywnej terapii i ledwie dycha. Ze strony studentów, oliwą jest: przeładowany program studiów (zwłaszcza na kierunkach technicznych), zły system oceniania nieskorelowany z umiejętnościami studenta, wyścig o punkty do stypendium, brak szacunku czy, pozwolę sobie zacytować [2], „disciplinary nationalism” („dyscyplinarny nacjonalizm”, chociaż mi tu bardziej pasuje tłumaczenie „nacjonalistyczna dyscyplina”). Ze strony pracowników uczelni są to chociażby absurdalne wymagania dotyczące osiągnięć naukowych czy nauczanie przedmiotów niezwiązanych ze specjalizacją.

Znalezione obrazy dla zapytania this is fine

Czy da się coś z tym zrobić? Tak. Nie tylko da, a nawet jest to wskazane, bo codzienne słuchanie głosu, że nie jest się wystarczająco dobrym może spowodować zaburzenia psychiczne. Jak wyrzucić z głowy potwora-sabotażystę? Oczywiście wszystkie rady typu: „Bądź dla siebie dobry”, „Zapisuj swoje sukcesy”, itd. to bardzo dobre rady, ale wcale nie tak łatwo jest przebudować mózg i na pewno nie trwa to godzinę. Potrzebna jest do tego wielotygodniowa praca. Jeśli proste life-hacki nie działają, warto poprosić o pomoc profesjonalistę – psychologa lub psychoterapeutę. Ja już nie słyszę tego głosu i wiem, że nie jestem oszustką, także wiecie, U MNIE DZIAŁA.

Na koniec coś do obejrzenia:

TED do którego lubię wracać, mimo, że Amy Cuddy opowiada tu o badaniu, którego wnioski zostały postawione pod znakiem zapytania. W kolejnych latach przeprowadzono wiele dodatkowych badań na temat „the power pose” (pozy mocy/siły), które ani nie potwierdziły ani nie obaliły jednoznacznie wniosków Amy Cuddy. Szczególnie przywiązana jestem do fragmentu zaczynającego się w 15:36, w którym Amy opowiada historię. A jak wiemy doskonale, historie rezonują w nas bardziej niż liczby i wykresy, nawet jeśli to sprzeczne z rozsądkiem.

Artykuły, do których odnoszę się w tekście:
1. CLANCE, Pauline Rose; IMES, Suzanne Ament. The imposter phenomenon in high achieving women: Dynamics and therapeutic intervention. Psychotherapy: Theory, Research & Practice, 1978, 15.3: 241.
2. PARKMAN, Anna. The imposter phenomenon in higher education: Incidence and impact. Journal of Higher Education Theory and Practice, 2016, 16.1: 51.
3. CARNEY, Dana R.; CUDDY, Amy JC; YAP, Andy J. Power posing: Brief nonverbal displays affect neuroendocrine levels and risk tolerance. Psychological science, 2010, 21.10: 1363-1368.

3 uwagi do wpisu “Nie jestem oszustką.

  1. 1. Wiem, że zjawisko, o którym piszesz, jest bardziej ogólne, ale przykład z naszego poletka: jakiś czas temu rozmawiałem luźno z kilkoma doktorantami z mojej dziedziny i okazało się, że *każde z nas* uważa się w mniejszym lub większym stopniu za oszusta. Więc to chyba dość masowe zjawisko wśród ludzi na początku kariery naukowej. Ogólniej, o kryzysie zdrowia psychicznego wśród młodych naukowców napisano już wiele, choćby tu:
    https://www.theatlantic.com/education/archive/2018/11/anxiety-depression-mental-health-graduate-school/576769/
    2. Ciekawe jest też zjawisko odwrotne: niedocenianie roli szczęścia i losowości w drodze do sukcesu. Jak się okazuje, wielu ludzi, którzy osiągnęli oszałamiający sukces (np. zbili fortunę), uważa, że zawdzięczają to tylko i wyłącznie swojej ciężkiej pracy i talentowi, i że szczęście nie miało znaczenia. Raz, że na ogół to nieprawda (jest mnóstwo pracowitych, utalentowanych ludzi, tylko mała część z nich osiąga wieki sukces). Dwa, że taki obraz siebie i swojej drogi do sukcesu sprawia, że dana osoba jest bardziej samolubna, odczuwa mniej wdzięczności wobec świata/społeczeństwa, i jest mniej skłonna do dzielenia się owocami swego sukcesu (np. poprzez unikanie opodatkowania). Więcej tutaj:
    https://aeon.co/ideas/a-belief-in-meritocracy-is-not-only-false-its-bad-for-you
    albo tutaj:
    https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2016/05/why-luck-matters-more-than-you-might-think/476394/

    Polubienie

    • 1. Sytuacja w nauce jest w ogóle chora. System wyższej edukacji nie nadąża za zmianami na świecie. Standardy zatrudnienia w placówkach badawczych też zresztą nie nadążają. Ciekawa jestem, jak się ma syndrom oszusta w nauce w stusunku do syndromu oszusta w biznesie np. Stawiam, że jest więcej takich osób w nauce. Ale to tylko moje przypuszczenia.
      2. Osiąganie sukcesu zależy od definicji sukcesu. Wiadomo, że jeśli miarą sukcesu jest wysokość zarobków, wielkość domu, stanowiska kierownicze w pracy czy inne społecznie akceptowane czynniki, to sukces jest w stanie odnieść bardzo niewiele osób. I rzeczywiście potrzeba do tego cholernie dużo szczęścia.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s