Idź do PRAWDZIWEJ pracy. Po co ci ten doktorat?!

No więc w ogólności: po nic. Pytacie więc (chociaż tak na prawdę nie pytacie, ale to nie szkodzi, bo i tak odpowiem): co ja robię ze swoim życiem? Odpowiedź jest bardzo prosta: Nic konkretnego. Można by przypuszczać, że to bardzo depresyjne podejście. Nierozwojowe. Blokujące. Bo pieniądze. Bo kariera. Bo przyszłość. Ale tu kolejne zaskoczenie: nigdy w życiu nie żyło mi się lepiej. I można by stwierdzić, że upadłam na głowę. I owszem, byłoby to prawdziwe stwierdzenie, gdyż jak byłam niemowlakiem taki epizod rzeczywiście miał miejsce (Mamo, wiem, że to czytasz!). Chociaż nie wiem, czy ten upadek jest związany z moim spojrzeniem na życie. No ale dobra. Ja tu coraz bardziej odbiegam od tematu. A mianowicie, dziś zastanawiam się, czy koncepcja pracy 8 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu ma jeszcze sens w XXI wieku.

Człowiek od zawsze musiał pracować by przeżyć. I to całkiem dosłownie, bo na pomoc społeczną od państwa nie było co liczyć (mam wrażenie, że w tej kwestii niewiele się zmieniło). Większość ludzi, przez większość rozwoju naszej cywilizacji, pracowała w pierwszym sektorze gospodarki, czyli szeroko pojętym rolnictwie i wykonywała zawody związane ze zdobywaniem pożywienia. Przemysłem (sektor drugi) i usługami (sektor trzeci) trudniło się niewiele osób. Byli to między innymi medycy, budowniczy czy rzemieślnicy, którzy oferowali swe usługi głównie w powoli rozwijających się miastach. I nagle świat się zmienił. W 17. i 18. wieku, na skutek rewolucji przemysłowej, mnóstwo procesów wydobywczych i produkcyjnych uległo usprawnieniu. Możliwy stał się też transport towarów na duże odległości. Co sprytniejsi rolnicy, wyczuwając możliwość zarobku, zebrali swoje manatki i wyemigrowali do miast, gdzie zatrudnienie znaleźli właśnie w przemyśle. Wtedy też praca zaczęła się formalizować. Powstało prawo pracy i związki zawodowe. Rytm dnia, dotąd zależny od pory roku, teraz wyznaczały szychty w fabrykach i kopalniach. Na początku normą było nawet 90h pracy w tygodniu (sic!). W miarę postępu automatyzacji i coraz większego wkurwu robotników, w połowie XX wieku, po II WŚ, coraz więcej państw przyjmowało za normę 40 godzin pracy w tygodniu.

Przenieśmy się teraz do naszych czasów. Technologia wystrzeliła w kosmos. Żyjemy w czasach kolejnej rewolucji (lub jak kto woli: kolejnej fazie rewolucji) przemysłowej. Każdy ma dostęp do dowolnej wiedzy w dowolnym momencie dzięki rozwojowi Internetu. Coraz więcej danych przechowywanych jest w chmurze zamiast na papierze w zakurzonych szafkach, co znacząco przyspiesza dostęp do nich. Coraz więcej zawodów znika, bo tę samą pracę wykonują maszyny. Spójrzmy na przykład na kasjerów w sklepach. Już teraz, zwłaszcza w supermarketach, gros ludzi korzysta z kas samoobsługowych. Taksówkarze? Rozwój samochodów autonomicznych prowadzi prostą drogą do destrukcji tego zawodu. Biura podróży? Łatwość samodzielnej rezerwacji hoteli i samolotów zachęca coraz więcej osób do samodzielnego planowania wycieczek. Wszelka obsługa klienta, na przykład w bankach, placówkach medycznych, hotelach czy urzędach – to wszystko zawody, które wkrótce zostaną zautomatyzowane. Już teraz rejestracji do lekarza można dokonać online, tak samo jak rozliczyć podatek, czy założyć konto w banku. Wydawałoby się, że zawody wymagające ogromnej wiedzy, jak lekarze, nie mają powodu do obaw. Niestety i tu nie mam dobrych wieści. Czym bowiem jest medycyna, jeśli nie przetwarzaniem ogromnej ilości informacji i łączeniem ich w związki przyczynowo-skutkowe? No a w tym komputery są zdecydowanie lepsze niż ludzie. I o ile teraz leczenie się za pomocą dr Google nie jest może najlepszym pomysłem, to w przyszłości powstaną dedykowane aplikacje diagnozujące i prowadzące leczenie pacjentów. W przyszłości? UPS. Spójrzcie tu. OncoFinder to algorytm bazujący na informacji dostarczanej przez genom, który optymalizuje terapię nowotworów lub chorób związanych ze starzeniem. Albo tu. Programiści Google stworzyli sztuczną inteligencję, którą wyspecjalizowali w wykrywaniu nowotworu płuc. Okazuje się, że potrafi robić to tak skutecznie, jak lekarze radiolodzy.

Ale spokojnie, spokojnie. Nie dajmy się zwariować. Nie organizujmy od razu marszów przeciw robotom. Na bogów, Halina, odłóż ten transparent! Skupmy się na głównej tezie tego wpisu. Czy naprawdę potrzebujemy 40 godzin pracy w tygodniu? Odpowiedź brzmi: nie. Przynajmniej dla pracowników umysłowych. (Nie jestem w stanie wypowiedzieć się za pracowników fizycznych. Czy te 8 godzin jest optymalne? Nie wiem.) Zawody, które są teraz w cenie, potrzebują przede wszystkim kreatywności, umiejętności szybkiego uczenia się i nieszablonowego rozwiązywania problemów. Nie wiem jak Wy, ale ja nie jestem w stanie przez 8 godzin kreatywnie myśleć. Mało tego, są takie dni, że w ogóle nie mam siły kreatywnie myśleć i rozwiązywać problemów, więc wtedy 8 godzin pracy zamienia się w 8 godzin oglądania śmiesznych kotków w Internecie. Więc dlaczego narzucamy sobie takie nierealistyczne ramy czasowe? Oczywiście powoli się to zmienia. Jest coraz więcej freelancerów, osób z własnym biznesem i nienormowanym czasem pracy. Coraz więcej jest też osób pracujących na niepełny etat. Dlaczego? Bo mogą. Bo chcą zajmować się wieloma różnymi rzeczami. Czy to coś złego chcieć pracować 4h dziennie jako analityk biznesowy, 2h jako dostawca pizzy, a dodatkowo wieczorem zajmować się malowaniem paznokci? Niestety obecny system pracy nie jest dostosowany do takich osób. Ostatnio przy podpisywaniu umowy o pracę, pani z działu kadr zapytała mnie: „Ale dlaczego Pani chce pracować na 0.6 etatu, a nie na cały?”. Bo mogę, proszę pani. Bo tak chcę żyć. Co złego jest w tym, że wykonywana przez 10 lat praca znudzi ci się i ją rzucisz? Wypowiedzenie poprzedniej umowy nie powinno być postrzegane jako coś złego. Po prostu. Wykonałam dla kogoś pracę, a teraz chcę ją zmienić. Iść dalej. Nie jesteśmy niczyimi niewolnikami.

Danny Devito Thank You GIF by QuickBooks - Find & Share on GIPHY

**********************************************

Powyżej przedstawiłam swoją opinię. Jeśli uważasz, że świat wygląda inaczej, to ok. Masz takie prawo. Życzę Ci dobrze. Peace&Love.

2 uwagi do wpisu “Idź do PRAWDZIWEJ pracy. Po co ci ten doktorat?!

  1. Ja jestem wielkim fanem Pracowania Mało. Tak do 6 godzin dziennie, przy pomyślnych wiatrach. Na pohybel kultowi bezsensownego zapierdolu. Staram się to wdrażać we własnym życiu, coby świecić przykładem, a także przekonywać innych do Pracowania Mało. Niestety! Większość osób tylko reaguje śmiechem i kręci głową z pobłażaniem 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s