Człowiek człowiekowi człowiekiem, a człowiekini człowiekini człowiekini.

Nie jestem językoznawcą. Ani językoznawczynią. Niemniej, jeśli miałabym porzucić bycie fizykiem (fizyczką), to chyba właśnie dla grzebania w słowach. Fascynuje mnie jak język płynie. Mimo, że próbuje się go związać zbiorem zasad, on i tak robi co chce. Zwłaszcza teraz, przy nieograniczonych możliwościach komunikacji i szalonym świecie, na którym żyjemy. Ostatnio słuchałam podkastu Muda Talks i najpierw pomyślałam, że może się przesłyszałam, więc przewinęłam 15 sekund do tyłu i przesłuchałam raz jeszcze. Okazało się, że nie przesłyszałam się wcale: usłyszałam w słuchawkach słowo „człowiekini”.

Ach, te feminatywy. To słowo oznacza po prostu rzeczowniki, do których dodano żeńskie końcówki i nie będę go już dalej używać, bo jest trudne do zapamiętania, a jeszcze bardziej do odmiany przez przypadki, a ja jestem leniwa. Generalnie żeńskie formy utworzone od słów męskiego rodzaju istniały już dawno temu (plus minus 200 lat) i określały głównie role kobiet, zawody i tytuły. Zaczęły powstawać, kiedy kobietom znudziło się bycie dekoracją mężczyzny i zakasały rękawy, żeby piąć się po szczeblach zawodowej kariery. Pod koniec 20. wieku język polski zaliczył w tej kwestii rozdwojenie jaźni, bo z jednej strony mnóstwo kobiet znalazło zatrudnienie w przemyśle i rolnictwie, co poskutkowało powstaniem traktorzystek czy brygadzistek, ale z drugiej strony nastąpił odwrót od już istniejących nazw żeńskich określających prestiżowe stanowiska, np. zamiast dyrektorki mamy panią dyrektor.

No więc, „Jak żyć?”, pytacie. Jak mówić, żeby nikogo nie urazić? Jak mówić poprawnie językowo? Pół biedy, kiedy nazwiesz panią piekącą ciasta w pobliskiej piekarni cukiernikiem zamiast cukierniczką. Wtedy skończysz co najwyżej z dodatkową porcją rodzynek w serniku. Ale co, jeśli zwrócisz się do wycinającej Ci właśnie wyrostek robaczkowy kobiety: „Pani Chirurg”, zamiast „Pani Chirurżko”? Wtedy jak nic zostaniesz bez nerki. Rada Języka Polskiego, czyli zbiór ludzi mądrych, dyplomatycznie wydała oświadczenie, z którego wynika, że ogólnie to i formy żeńskie i formy męskie są poprawne, można ich używać wedle uznania, jak kto lubi, i w sumie to róbta co chceta. I ja to totalnie popieram, bo w takiej sytuacji mogę złożyć reklamację sernika z za dużą ilością rodzynek.

Moim zdaniem powinniśmy wszyscy poluzować gumki w gaciach, bo inaczej zginiemy. Osobiście nie mam potrzeby, żeby tworzyć językowe wygibasy na moją cześć. Jeśli ktoś chce mnie nazywać inżynierem – proszę bardzo, inżynierką – ok, fizykiem – nie ma problemu, fizyczką – niech będzie. W całym tym lingwistycznym zamieszaniu chcę tylko jednego. A raczej nie chcę. Nie chcę stawiać murów. Zależy mi, żeby to, co mam do powiedzenia, nie było postrzegane przez pryzmat tytułu, czy nazwy zawodu. Nie chcę, żeby ktoś krępował się ze mną rozmawiać, bo nie wie, czy ma używać formy żeńskiej czy męskiej. Nie chcę, żeby ktoś odbił się od ściany zanim jeszcze nabierze rozpędu.

A co do „człowiekini” i „gościni”. Może i język kształtuje rzeczywistość, ale moim zdaniem, znacznie bardziej, to rzeczywistość kształtuje język. Nie traćmy energii na rozwiązywanie problemów, które nie istnieją. Jeśli nic nie zrobimy z rzeczywistymi problemami takimi, jak katastrofa ekologiczna, to za 100 lat ani człowiek, ani człowiekini nie będzie istnieć.

4 uwagi do wpisu “Człowiek człowiekowi człowiekiem, a człowiekini człowiekini człowiekini.

  1. O ile formy „człowiekini” czy „gościni” wydają mi się niepotrzebne, to jednak staram się używać feminatyw przy określaniu nazw zawodów. Jeśli chodzi o „chirurga”, to piękną formą jest moim zdaniem „chirurgini”, równie poprawna co „chirurżka”, a jednak łatwiejsza do wymówienia. W drugą stronę stereotypowo kobiece nazwy zawodów też staram się określać w rodzaju męskim jeśli jest taka potrzeba – pielęgniarz, przedszkolanek, salowy, sprzątacz. Działa? Działa. W języku najpiękniejsze jest to, że się rozwija i dostosowuje do potrzeb społecznych. To od nas zależy, czy będzie nam dziwnie brzmiał, bo im dłużej będziemy danej formy używać, tym bardziej się z nią oswoimy. Dla przykładu jeszcze kilkadziesiąt lat temu słowo „nauczycielka” brzmiało dziwnie. Podsumowując: precz z preskryptywistami!

    Polubione przez 1 osoba

    • Tak. Zgadzam się, że używanie żenskich form działa. Chodzi mi głównie o to, żeby uszanować tych, którzy ich nie używają, bo nie wiedza jak, nie potrafią, nie wiedzą, czy wypada. Ja, jako naukowiec, chcę dotrzeć z wiedzą do każdego. Jeśli ktoś sie do mnie zwraca z pytaniem, używając formy męskoosobowej, a ja go poprawię już na poczatku dyskusji, żeby używał formy żeńskoosobowej, to od poczatku tworzę bias, bo ktoś może czuć się od razu zniechęcony. Myślę, że najważniejsze, żeby mówić, że obie formy są poprawne.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s