Nie znam typa.

Tak się jakoś złożyło, że znalazłam się na Gonkonie. I mówiąc „złożyło się”, naprawdę mam na myśli, że tego nie planowałam. Serio, byłabym ostatnią osobą, która kupiłaby bilet wstępu, głównie dlatego, że nie wiedziałaby o jego istnieniu. I to jest akurat super w nieplanowaniu życia – przytrafiają ci się różne rzeczy, które czasem okazują się nawet fajne. A czym jest Gonkon? Szczerze mówiąc, chyba nie istnieje w języku polskim jedno, dobrze zdefiniowane pojęcie opisujące to wydarzenie. A właśnie. Wydarzenie. Wydarzenie to jest chyba słowo, które, mimo całej swej ogólności, w miarę oddaje istotę sprawy. Gonkon zrodził się w głowie youtubera, Krzysztofa Gonciarza. O Krzysztofie Gonciarzu wiedziałam tyle, że wyjechał do Japonii i tam kręcił filmy na youtube. O jakiej tematyce, nie wiedziałam i nieszczególnie mnie to interesowało. Ja w ogóle jestem chyba starej daty, jeśli chodzi o youtuba, bo nigdy nie przywiązywałam uwagi, kto tworzy treści, które na youtubie oglądam, a raczej skupiałam się na samych treściach. Dopiero niedawno, rok czy dwa lata temu, zauważyłam, że youtubowi twórcy zbierają wokół siebie ogromne grupy fanów i że istnieją środowiska, w których to właśnie youtuber jest rdzeniem, figurą łączącą ludzi. Ponieważ mnie zawsze interesowała treść, a nie to, kto za nią stoi, to raczej nie oglądałam ludzi chodzących z kamerą po ulicach i opowiadających o swoim życiu. No nie ukrywajmy, ale co mnie obchodzi, że jakiś Gonciarz je krewetki w Tokyo. Tymczasem okazało się, że moja wiedza na temat kanału Gonciarza jest może nie tyle błędna, co niepełna i dość przestarzała. Gonciarz przez lata obecności na youtube ewoluował z człowieka dłubiącego amatorskie filmy o swoim życiu w Japonii, w twórcę, którego filmy są tak przyjemne dla oka, tak dopieszczone wizualnie, tak profesjonalnie złożone, że nawet, kiedy pokazuje spacer przez las, to czujesz, jakbyś oglądał produkcję Netflixa. I żeby nie było. Ja się nie znam na filmach w ogóle. Ostatnią pełnometrażówką, którą oglądałam, była animacja Sekretne życie zwierzaków domowych, a jeśli chodzi o seriale, to jest trochę lepiej, ale jednak niebardzo, bo ostatnim serialem, który widziałam była Opowieść Podręcznej i możecie sobie myśleć, że to całkiem ok, no ale ja go widziałam w rozdzielczości 480p, więc szału nie ma, staniki nie latają. No więc, skoro już ustaliliśmy, że się nie znam i jestem prawdopodobnie ostatnią osobą na świecie nie znającą Krzysztofa Gonciarza, to teraz się wypowiem: oglądajcie Gonciarza, bo to jest ładne. Serio. Tak jest. Nie kłamię. Popatrzcie sobie.

No ale wracając do Gonkonu. Krzysztof Gonciarz wpadł na pomysł taki, żeby zrobić wydarzenie, które będzie wiązać sztukę i youtube. Będzie okazją do spotkania youtuberów w otoczeniu sztuki, a jednocześnie, dla youtuberów, możliwością wyżycia się artystycznie w realu, a nie tylko w świecie cyfrowym. I wpadł na to już w zeszłym roku, bo tegoroczna edycja Gonkonu, była już jego drugą edycją. W tym roku tematem przewodnim był SZUM. Zaproszeni youtubowi twórcy – Kasia Gandor, Dawid Myśliwiec, Martin Stankiewicz, Weronika Truszczyńska i Kasia Mecinski – mogli zinterpretować go na dowolny sposób, a każdy z nich miał do dyspozycji boks dwa na dwa metry, który mógł po swojemu zaaranżować. Mi udało się dotrzeć tylko do boksu Kasi Gandor, gdyż a) jestem psychofanką rzeczy, które tworzy, b) miała w swoim boksie najmiękciejszy na świecie dywan zrobiony z rozkoszy i futerka tęczowych jednorożców, c) do innych boksów były ogromne kolejki, w których nie chciało mi się stać. Jedyną kolejką, w której tam stałam była kolejka po frytki (duże, z majonezem). Nie żałuję nic. Oprócz ładnych rzeczy do oglądania, były jeszcze mądre rzeczy do słuchania. Znaczy, nie wiem, czy mądre, bo nie słuchałam za wiele, ale ludzie mówią, że mądre, więc chyba musi tak być. Przez rzeczy do słuchania rozumiem tutaj sceniczne debaty z youtuberami i rozmowy z serii Pytania i Odpowiedzi.

Odpadłam niestety dość szybko. Mimo, że naprawdę podobał mi się Gonkon i chętnie wzięłabym w nim udział jeszcze raz, to przeziębienie połączone z wykaszliwaniem lewego płuca, zepsuty kręgosłup i to, że byłam tam sama sprawiły, że ulotniłam się jeszcze przed wieczornymi koncertami. Mimo, że jestem osobą zdecydowanie introwertyczną i generalnie bardzo lubię przebywać sama i nie mam problemu z chodzeniem sama w różne miejsca, do których ludzie zwykle chodzą w towarzystwie, to takie wydarzenia jak Gonkon jednak sprawiają więcej radości, kiedy masz obok kogoś znajomego, z kim możesz się podzielić wrażeniami.

Podsumowując. Gonkon spoko. Gonciarz spoko. A najbardziej spoko jest cały pomysł na to wydarzenie. Ja jestem teraz totalnie zainspirowana do tworzenia i wyżywam się artystycznie korzystając z profesjonalnego sprzętu do fotografowania i nagrywania, jakim jest aparat w moim telefonie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s