Duszno tutaj.

Pamiętam to bardzo dobrze. Miałam 6, 7, 8 lat. Zresztą, co za różnica. Regularnie budził mnie kaszel. Kaszel, na który nie pomagał syropek reklamowany przez uśmiechniętą panią w telewizji. Kaszel, przez który z oczu płynęły łzy, który zatykał drogi oddechowe i powodował odruch wymiotny. Astma. Pamiętam, że przychodziła wtedy do mnie mama z całym arsenałem leków i podawała mi je po kolei, z nadzieją, że któryś w końcu zadziała. W środku nocy siedziałyśmy na łóżku, ja walcząca o oddech, mama walcząca o mnie i śpiewałyśmy piosenki. W repertuarze był najczęściej „Wlazł kotek na płotek” i „Płonie ognisko w lesie”. Śpiewała głównie mama i zachęcała mnie do dołączenia. Czasem udało mi się nabrać wystarczającą ilość powietrza, żeby zaśpiewać słowo, później cały wers, a pół godziny później, nawet całą zwrotkę. I tak trwały nasze nocne jam session. Kiedy byłam starsza było już łatwiej, bo specjalnie na te okazje kupiłyśmy dedykowany sprzęt – inhalator, który akompaniował naszym koncertom wydając z siebie gardłowe buczenie i parę zawierającą lek. Pamiętam, że zakrywałyśmy go poduszką, żeby warkot nie obudził sąsiadów, ale dzięki temu urządzeniu udało się znacznie skrócić nocne sesje. A później wszystko ustało. Być może wyrosłam, a być może na kominy miejskiej fabryki płyt wiórowych założyli filtry. Być może to przypadkowa korelacja. A być może nie.

Od kilku lat mieszkam w Warszawie. Dobrze wiem, że jakość powietrza pozostawia tu wiele do życzenia. Na szczęście mam ten przywilej i żyję w świecie, w którym technologia pozwala mi sprawdzić w każdej chwili, czym oddycham.

Kiedy byłam dzieckiem, nikt o smogu nie słyszał. Teraz jest to znany problem, ale jeśli chodzi o ignorancję w tej kwestii, chyba niewiele się zmieniło. Brakuje woli działania ze strony osób decyzyjnych, ale też zwykłego pomyślunku ze strony mieszkańców. Obiecane przez prezydenta Warszawy dofinansowania na wymianę pieców grzewczych w domach i mieszkaniach niby są, ale tak jakby ich nie było, bo w Internecie z lupą trzeba szukać informacji o kolejnych krokach skomplikowanej procedury. Ludziom taniej i wygodniej wrzucać do pieca stare kalosze, niż inwestować swój czas w tułaczkę po urzędach, ewentualnie swoje pieniądze w coś, co nie jest śmieciami, co choć trochę zmniejszyłoby zanieczyszczenie. Miasto rozwija się wciąż w sposób koncentryczny (jedno centrum, gdzie dzieje się „wszystko” i dookoła niego dzielnice, głównie mieszkalne), więc i liczba prywatnych samochodów rośnie[1], bo dla osiedlających się na obrzeżach miasta ludzi jest to wciąż najwygodniejszy sposób na dostanie się do centrum miasta. Budujące się biurowce zachęcają swoich pracowników ogromnymi przestrzeniami parkingowymi, aby porzucili komunikację miejską na rzecz samochodów. Zresztą, kto kiedykolwiek poruszał się komunikacją miejską w godzinach szczytu, ten zapragnie już nigdy tam nie wracać. Mimo, że jestem wielką fanką warszawskiego transportu miejskiego, jego struktury i zasięgu, to z bólem serca widzę, że osiągnął już swoją maksymalną przepustowość i plakaty na przystankach, mające na celu zachęcić zniechęconych do korzystania z niego, nie mają szansy odnieść sukcesu. Smog zabija powoli, dlatego tak trudno jest na niego odpowiednio zareagować i dlatego nikt nie chce na siebie wziąć tej odpowiedzialności: bo zwycięstwa nikt nie zauważy, za to porażka zyska szeroki rozgłos.

Nie piszę tego wpisu, aby wyjaśniać, co to jest smog. Nie będę wyważać otwartych drzwi. Są w Internecie ludzie, którzy już dawno wszystko wyjaśnili (np. Kasia Gandor TU i TU) i to tak, że mucha nie siada. Nie chcę też mówić, jak problem smogu rozwiązać, bo nie jestem w stanie powiedzieć nic ponad oczywiste oczywistości: nie jeździć samochodem i nie wrzucać do pieca dziurawych skarpet. Piszę, bo boję się o swoje zdrowie. Piszę, bo na pewno nie tylko ja się boję. Piszę, bo niedawno byłam przeziębiona i po raz pierwszy od 10 lat zaczęłam kaszleć.

[1] Dane o liczbie samochodów wyskrobałam z Banku Danych Lokalnych GUS – samochody osobowe w powiecie m. st. Warszawa. Poniżej tabelka z danymi, ale spokojnie można sobie samemu znaleźć na stronie internetowej, co dusza zapragnie.

5 uwag do wpisu “Duszno tutaj.

  1. Kochanie, wywołałaś bolesne wspomnienia z czasów naszej walki o Twój oddech. Było ciężko ale dałyśmy radę. Nie dopuszczam myśli że ten koszmar może powrócić. Kocham Cię.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s