Maliny i rozczarowania

Sierpień w tym roku pachnie malinami i płynem odkażającym. Nie pamiętam dokładnie jak to bywało wcześniej, chociaż sierpień kojarzy mi się głównie z zapachem błota i kurzu kostrzyńskich pól. No i może jeszcze spalin wydzielanych przez warszawskie samochody i potu ludzi w galeriach handlowych. Nic specjalnego, a jednak wszystkie dotychczasowe zapachy zawierały w sobie pierwiastek ludzki. W zapachu płynu odkażającego nie ma nic ludzkiego.

Prawie pół roku milczenia na blogu to czas, przez który mój mózg dostosowywał się do nowej, pandemicznej rzeczywistości. I nie chodzi mi wcale o kwarantannę i inne ograniczenia komunikacyjne, bo tak się składa, że jestem silnie introwertyczną osobowością i życie w czterech ścianach bardzo mi opowiada. Mówię o rzeczywistości, w której niemal każdego dnia jestem rozczarowywana przez ludzi, w tym przez samą siebie. Świat nie poradził sobie z pandemią, ale właściwie nie można było oczekiwać, że będzie inaczej. Odpowiedź ludzkości na zaostrzone przepisy sanitarne, w tym noszenie masek i mycie rąk (sic!), jest pierwszym z rozczarowań. Mechanizmy kapitalistycznego świata, które stawiają na zysk bardziej niż na człowieka są rozczarowaniami, które uderzają we mnie regularnie. Jestem na uprzywilejowanej pozycji, bo nie straciłam pracy z powodu pandemii. Tylko, czy to naprawdę powinno być rozpatrywane jako uprzywilejowanie? Rozczarowuje mnie łamanie praw człowieka w moim kraju. Rozczarowuje mnie, że nie można kogo się chce i jak się chce, mimo że, na litość boską, mamy 21. wiek. Rozczarowuje mnie, że po drugiej stronie granicy, w Białorusi, moi przyjaciele nie mogą żyć po swojemu, w ustroju demokratycznym, chociaż przecież historia widziała już wiele upadających podobnych reżimów. Rozczarowuje mnie, że po drugiej stronie oceanu niesprawiedliwość dosięga ludzi tylko dlatego, że mają brązowy kolor skóry. Do szaleństwo doprowadziło mnie to, że na początku kwarantanny ludzie nagle zaczęli umieszczać w Internecie mnóstwo bezsensownych rad i rozwiązań wszelkich problemów, głównie tych nieistniejących, i zaczęli masowo mówić, zaczęli tyle mówić, aż nie miałam siły już więcej słuchać, dlatego sama postanowiłam zamilknąć, żeby nie dokładać już więcej szumu.

Często rozczarowuję też samą siebie, kiedy nie sprostam swoim własnym wymaganiom. Na szczęście w zarządzaniu swoim własnym mózgiem i opiekowaniu sobą stałam się przez ostanie lata całkiem niezła, więc o dziwo łatwiej mi walczyć z rozczarowaniem sobą niż z rozczarowaniem światem. Czasami sobie wyobrażam, że wszystkie moje uczucia względem świata są cieczą zamkniętą w szklanym kielichu. Tym kielichem jest wrażliwość. Jeśli zabraknie wrażliwości, zabraknie też całej gamy emocji i uczuć. Tych „dobrych” i tych „złych”. Bez wrażliwości nie będzie złości, desperacji, ale nie będzie też radości i wdzięczności. Tymczasem miałam wrażenie, jakby każde rozczarowanie, które uderzało mnie w ostatnich miesiącach, zostawiało na tym kielichu pęknięcie. W lipcu mój kielich istniał jeszcze tylko dlatego, że spotkałam na swojej dobrych ludzi, który posklejali go taśmą. Dlatego na początku sierpnia bardzo delikatnie pozbierałam swoje życie i zniknęłam, żeby zająć się kompletnym nicnierobieniem i skupiając się na nierozczarowywaniu.

No a teraz jestem, nawet z pewną dozą ekscytacji, czy udało mi się posklejać, czy jednak coś przecieka. Nie mam wątpliwości, że czekają mnie kolejne rozczarowania i mam wrażenie, że jestem na nie przygotowana dużo bardziej, niż przedtem.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s