Blues o 4 nad ranem

Znowu lato. Gęste powietrze przykleja się do lepkiej skóry. Wchodzi wszystkimi otworami ciała, przez nos, przez usta, przez uszy, rozchodzi się po tkankach miękkich i kościach, dociera nawet do mózgu i sprawia, że lato to stan umysłu. Zapachy są intensywniejsze, wszystko pachnie mieszanką potu i kurzu, światło jest jaśniejsze, barwy bardziej nasycone. Cały świat jest jaskrawy, głośny i ma smak truskawek ze śmietaną. Każdego dnia ptaki o czwartej nad ranem śpiewają bluesa witane przez tych, którzy wybrali tej nocy sen na jawie. Czasem myślę, że całe lato jest snem, z którego budzimy się, gdy spadnie pierwszy śnieg, nic nie pamiętając, próbując rozpaczliwie wyszarpnąć jego skrawki ukryte w zwojach mózgowych. Latem zapominam się martwić. Ogłaszam w swojej głowie zawieszenie broni i przytulam się do siebie w nagrodę za przetrwanie niekończących się zimowych nocy. Siedzę przy otwartym oknie i nie zwracam uwagi na ćmy krążące wokół lampy i gryzące mnie komary. Czasem słucham sąsiadów śpiewających Lady Pank późnym wieczorem, a czasem deszczu tworzącego unikalny rytm. Lubię, kiedy już przestanie padać, ale woda jeszcze przez kilka godzin odbija się od liści szukając drogi do ziemi. Lubię też latem moknąć, czuć wodę na skórze. Wdychać zapach ziemi po deszczu, chociaż wiem, że to tylko procesy chemiczne bakterii, które w ten sposób walczą o przetrwanie. Słuchać muzyki grzmotów i patrzeć jak niebo pęka błyskawicami, jakby nadprzyrodzone moce toczyły bitwę. Wystawiać twarz do słońca i uśmiechać się do niego. Czytać jeszcze raz dobrze znane książki wydłubując z pomiędzy kartek ziarenka piasku z wyjazdu nad morze 5 lat temu. Jeść tyle świeżych owoców, że w żyłach zaczyna płynąć syrop i rozpuszczać na języku bób. Latem nie przeszkadzają mi nawet odgłosy miasta. Samochody wjeżdżające w kałuże, głośne silniki autobusów, dzwonki tramwajów. Miasto jest jak betonowy kot, mruczy wylegując się na słońcu. Latem łatwiej mieć nadzieję. Latem łatwiej jest czuć, śmiać się i płakać, wzruszać i zakochiwać, myśleć, że świat się wcale nie kończy. A nawet jak się kończy to nie szkodzi. Chciałabym, żeby świat skończył się latem, nagle, kiedy jeszcze wszyscy są odurzeni. Bez cierpienia, głodu, masowego wymierania, susz i powodzi. Bez przedłużania. Żeby zniknęła grawitacja i Ziemia spadła z orbity zabierając nas i lato ze sobą. Czy nie byłoby pięknie, jakby świat skończył się latem?

Photo by Magda Ehlers on Pexels.com
ps. Nie ma za co. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s