Ostatnie.

Moje myśli krążą ostatnio wokół jednego tematu. Chcę o nim napisać, ale blokuje mnie przekonanie, że właściwie nie mam na ten temat za wiele do napisania. W ogóle często mam taką blokadę. Chciałabym podzielić się tyloma myślami, a i tak porzucam te tematy, bo nie potrafię wyobrazić sobie sklecenia o nich kilkudziesięciu zdań. A może po prostu trzeba zacząć pisać i przestać sobie tylko to pisanie wyobrażać. No więc piszę. Bo mogę.

Jako ludzkość przywiązujemy dużą wagę do pierwszych razów. Nazwisko pierwszego człowieka, który postawił stopę na księżycu jest znane wszystkim, którzy mają dostęp do mediów lub przynajmniej do edukacji. Pierwsze słowo i pierwsze kroki dzieci są najczęściej powodem do świętowania dla zaangażowanych rodziców. Uprawianie seksu po raz pierwszy obrosło tyloma legendami, a czynność ta została tak głęboko osadzona w różnych kulturach, że osoby, które jeszcze seksu nie uprawiały doczekały się swoich własnych nazw, które w zależności od okoliczności, mogą być obelgą lub pochwałą. Chwalimy się, że pierwszy raz odwiedzamy różne miejsca, robimy sobie zdjęcia i odhaczamy je na swojej liście „30 miejsc do odwiedzenia przed 30”. Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Checked. Kiedy pierwszy raz w roku jemy sezonowe owoce, tradycja w niektórych regionach nakazuje ciągnąć się nawzajem za ucho. Nigdy nie lubiłam tej tradycji i zawsze mnie to denerwowało. Pierwsze oznaki mutacji głosu czy pierwsza miesiączka u nastolatków i nastolatek również są uznawane w naszym społeczeństwie za coś ważnego, co należy świętować. Świętowanie to może obrócić się również w coś pierwszego. Pierwsze upokorzenie czy wstyd związany ze swoją cielesnością, którego doświadcza dojrzewająca osoba. Świat spogląda z zachwytem na pionierów, ludzi, którzy robią coś po raz pierwszy, idą swoją własną ścieżką, rozwijają nieznane nikomu technologie, tworzą wyjątkową sztukę, przekraczają granice swojej fizyczności.

Ja natomiast mam większy sentyment do ostatnich razów. Już kiedy byłam dzieckiem nie lubiłam zmian i niepewności. Tupałam nogą, gdy pojawił się pomysł przeprowadzki. Na wakacje chciałam jeździć zawsze w to samo miejsce. Starałam się zapamiętywać adresy starych sklepów, które z roku na rok znikały zastępowane przez Żabki i Biedronki. Lubiłam trzymać się rzeczy znanych, mieć pewność, że nie znikną, jakby z ich zniknięciem miało zniknąć całe moje życie. Jakby moje wspomnienia związane z nimi nagle miały okazać się fikcją. Jako dorosła, już nauczyłam się pozwalać rzeczom odejść, ale sentyment do ostatnich razów ze mną został. Kiedy wiem, że jestem po raz ostatni w jakimś miejscu zwykle dokładnie się rozglądam. Próbuję wyryć w moim mózgu dobrze znane mi widoki, zapamiętać tekstury przedmiotów, czasem zostawiam po sobie, na pierwszy rzut oka niezauważalny, znak. Pamiątkę, że to miejsce mi się nie przyśniło, że naprawdę tu kiedyś byłam. Próbuję przywołać emocje związane z tym miejscem i wpakować je do bagażu podręcznego, żeby zabrać je ze sobą na pokład. Próbuję je też poskładać w kostkę i dla każdej znaleźć właściwe miejsce, by nie zabierać w dalszą drogę bałaganu. Podobnie robię z ludźmi. Ważę wtedy relację. Czasem świadomie decyduję, że to już ostatnia wymiana zdań. Czasem zwyczajnie czuję, że relacja gaśnie. To nie jest dla mnie coś złego czy dobrego. To po prostu jest. Każdy, kogo kiedyś bliżej poznałam ma u mnie miejsce w sercu na ostatni raz. Na składankę momentów naszej znajomości.

Czasem tylko nie wiem, czy to ostatni raz, kiedy kogoś widzę. Czy to ostatni raz z nim rozmawiam. Czy po raz ostatni jestem w jakimś miejscu. Czy już dotarłam do końca. Nie mam przecież nad wszystkim kontroli. Wręcz przeciwnie. Kontroli mam niewiele. Może dlatego tak często myślę o miejscach, które znikają w akompaniamencie wybuchów bomb. Tak często myślę o ludziach, którzy gasną zanim zdążą pomyśleć „jestem”. O krajobrazach odchodzących w zapomnienie, bo nie ma ich już kto pamiętać.

W życiu zobaczę dużo ostatnich razów. Może Świat wygląda tak jak dziś po raz ostatni. Może już jutro to, co dziś się tli, zmieni się w pożogę. Część ostatnich razów nadejdzie niespodziewanie, ale na część może zdążę jeszcze zrobić miejsce.

Photo by Michael Held on Unsplash

Jedna uwaga do wpisu “Ostatnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s