Notatki z pożogi.

Świat wokół skurczył się i zagęścił. Powierzchnia jest niespokojna, wzburzona, jakby gdzieś obok obsunęła się płyta tektoniczna i nadchodziło tsunami. Nasze fundamenty są twarde, ale kruche, poklejone taśmą, bo nikt nie chce inwestować w porządne naprawy. Nic dziwnego, że się rozpadają. Potykam się w tym zamieszaniu codziennie o setki słów i obrazów i rozumiem ze świata coraz mniej. Może powinnam się już przyzwyczaić. Może to oznaka niedojrzałości, że ciągle mnie dziwi, że świat jest okrutny.

……………….

Wychodzę z Metra, idę schodami i czuję zapach polnych kwiatów. Rozglądam się, obok mnie rośnie krzew obsypany białymi pąkami. Uśmiecham się pod nosem. W centrum Warszawy można poczuć wiele zapachów, ale aromat kwiatów jest rzadkim doznaniem. Idę dalej. Parę metrów i znów zapach. Kwiaty. Ale inne. Cmentarne. Chryzantemy i begonie. Róże. Tulipany. Zwalniam krok powodując złorzeczenia ludzi idących w tłumie za mną. Łodygi misternie przeplecione przez siatkę, główki kołyszą się na wietrze. Między nimi zdjęcia, głównie młodych mężczyzn, otoczone niebiesko-żołtymi wstążkami. Cmentarz w centrum Warszawy.

……………….

Mnóstwo fotografii i filmów, po których płaczę. Leczę się czytając esej Susan Sontag „Widok cudzego cierpienia”. Susan, jak starsza siostra, prowadzi za rękę i uspokaja. Cytuje Henry’ego Jamesa, który pomyślał 100 lat temu to, co teraz kłębi się w mojej głowie: „Pośród tego wszystkiego równie trudno dobrać słowa, co znieść ciężar myśli. Wojna zużyła słowa; osłabły, zeszły na psy…”. Wygląda na to, że cierpienie dziś i 100 lat temu jest takie samo, jedynie technologia zabijania stała się bardziej zaawansowana. Ale wygląda na to, że przez 100 lat zmienił się nasz stosunek do wojny. Kiedyś to wojna była normą, a pokój wyjątkiem, natomiast dziś, w naszym europocentycznym świecie, to wojna jest czymś nienormalnym. Zamykamy oczy na wojny trawiące państwa w Azji zachodniej czy środkowej Afryce. Nie boli nas to tak, jak obrazy przychodzące z Ukrainy. Trudno się dziwić, Ukraina jest na wyciągnięcie ręki, wiele osób ma tam rodziny, przyjaciół. Ukraińcy są do nas podobni, i wyglądem i kulturą. Ale czy tylko to jest powodem, że wojna w Ukrainie dotyka nas bardziej, niż wojna, na przykład, w Syrii? A może swoją cegiełkę, albo i kilka, dokładają media, które pokazują dużo więcej obrazów z Ukrainy niż jakiegokolwiek innego miejsca, gdzie toczy się wojna? Susan rozważa powody i skutki zalewających nas fotografii cierpienia. „Pokazując rozmiar cierpienia i ukazując, że jest globalne, można ludzi zachęcić, by poczuli, że powinni się „przejmować”.” Szczytny to cel i niewątpliwie ważna praca. Gdyby nie fotografie, nie doniesienia mediów o działaniach wojennych, nie udałoby się zorganizować takiej pomocy, jakiej byliśmy świadkami i uczestnikami i nie udałoby się zjdenoczyć ponad granicami państw. Ale jest też druga strona medalu: „Z szokiem można się oswoić. Szok może się opatrzyć. A jeśli nie – to można nie patrzeć. (…) To chyba normalne, ten mechanizm pozwala się przystosować. Można przyzwyczaić się do horroru w codziennym życiu, można się też przyzwyczaić do horroru na zdjęciach.”. Minęły ponad trzy miesiące wojny i już nie oglądamy obrazów cierpienia, zniszczonych budynków, kobiet z dziećmi na rękach, martwego mężczyzny leżącego na przewróconym rowerze. Media już nie serwują nam ciągłej stymulacji, choć przecież wojna się nie skończyła, a okropności dzieją się dalej. Dlatego aby zrozumieć jakąkolwiek wojnę, nie można opierać się tylko na oglądaniu zdjęć, trzeba sięgnąć głębiej, do opowieści, do historii, do ludzi. „Powinno się mieć poczucie obowiązku refleksji nad tym, co znaczy na nie (zdjęcia) patrzeć, i nad zdolnością do przyswojenia sobie tego co ukazują. Nie wszystkie reakcje na te obrazy kontroluje rozum i sumienie. WIększość obrazów przemawia do niskich instynktów.” Sontag wskazuje również na naszą uprzywilejowaną pozycję widza. Obserwujemy wojny i konflikty, czasem czujemy smutek, czasem współczucie, ale zawsze patrzymy z oddali, czując, że nie mamy żadnej siły sprawczej, ani nie jesteśmy winni tragedii na innym końcu świata. Tymczasem Susan Sontag ma dla nas radę: „Odsunąć na bok współczucie dla ludzi, których krzywdzi wojna i zabójcza polityka, zastanowić się nad tym, że nasze przywileje są zlokalizowane na tej samej mapie co ich cierpienia i że mogą być związane (w sposób, którego wolimy sobie nie wyobrażać) z ich bólem, pomyśleć, jak bogactwo jednych, które może prowadzić do nędzy innych: oto zadanie, do którego wykonania bolesne, pobudzające obrazy dostarczają zaledwie pierwszego bodźca.”.

Esej „Widok cudzego cierpienia” Susan Sontag napisała w 2003 roku. Nie stracił na ważności i myślę, że jeszcze długo będzie aktualny.

……………….

Wszystkie cytaty pochodzą z „Widok cudzego cierpienia” Susan Sontag, wydawnictwo Karakter, tłum. Sławomir Magala, publikacja: 2010 r.

Jedna myśl na temat “Notatki z pożogi.

Dodaj własny

  1. Ja chyba tez jestem bardzo niedojrzala, bo pomimo swoich lat nadal dziwie sie okrucienstwu i niesprawiedliwosci.

    …ale dlaczego na cmentarzu w Warszawie lezy tyle mlodych ukrainskich mezczyzn? Dlaczego umarli?

    Codziennie dostaje zestaw wiadomosci od Guardiana, jest ich 5. Codziennie tez sprawdzam, na ktorej pozycji bedzie wojna w Ukrainie danego dnia. Czasami jest na pozycji 4, czasami 2, czasami nie ma jej w ogole. Mysle ze im dluzej sie cos slyszy, tym wieksza odpornosc/obojetnosc sie tworzy. Tak juz jest.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: