Pomarańczowe miasto

Letnie wieczory są nieuchwytne. Wydają się zmarnowane, nieważne, co bym robiła. Letnie wieczory wydają się niepowtarzalne. W powietrzu unosi się zupa z kurzu, słońca i pradawnej magii. W betonowej klatce miasta natura budzi się i zabiera co się jej należy, powoli, ale skutecznie. Jeszcze bardzie widzę to we Włoszech, gdzie lipcowe, bezlitosne słońce topi pomniki ważnych mężczyzn, a asfalt zmienia w plastelinę. Krzyki ptaków są wyjątkowo głośne, jak gdyby te pierzaste stworzenia chciały przejąć też dźwiękowy wymiar przestrzeni, zagłuszyć hałas robiony przez samochody o rozmiarach małych czołgów, ale też przez motory, motorynki, skutery i skuterki, które wytwarzają jazgot większy, niż wskazywałby na to ich rozmiar. Nie ma wytchnienia, nie ma odpoczynku. Nie da się spać przy otwartym oknie, bo cisza nie istnieje w tym kraju. Nie da się spać przy zamkniętym oknie, bo brakuje powietrza do oddychania. Zaczynam rozumieć, dlaczego Włochy to kraj gdzie kawę można wypić na rogu każdej ulicy, co druga restauracja produkuje własne wino, a na chodnikach stoją automaty sprzedające preparaty CBD. Coś na pobudzenie, coś na zasypianie, coś na relaks. Mury budynków też krzyczą. Fasady w kolorze pomarańczowym, zapisane od poziomu gruntu, do momentu, gdzie przeciętny człowiek może tylko sięgnąć wyciągając ręce do góry. Bazgroły, podpisy, wyznania miłości i myśli egzystencjalne. Przyklejone kartki A4 z wydrukowaną poezją, kodami QR, naklejki i reklamy lokalnych usług. Graffiti na drzwiach wejściowych do salonów tatuażu, kiosków i pubów. Chociaż wizualnie nie wygląda to ładnie, podskórnie czuję sympatię do mieszkańców Bolonii, za ich determinację w przejmowaniu miasta: „Ten teren jest nasz, zwykłych ludzi. To miasto żyje.”. Mimo, że na co dzień unikam hałasu, lubię to miejsce, lubię Włochy. Lubiłam je, jeszcze zanim przyjechałam tu pierwszy raz. Prawdopodobnie ta miłość nie przetrwałaby próby czasu, gdyby przyszło mi mieszkać we Włoszech na stałe. Otrzymałabym wtedy pełną paletę zalet i wad, a nie tylko te najbardziej jaskrawe kolory, które obserwuję jako turystka. Na powierzchni nie widać wszystkich światłocieni, spraw które trawią Włochy od środka, problemów chyba każdego społeczeństwa globalnej północy: korupcja, zorganizowana przestępczość, uprzedzenia na tle rasowym, nierówności społeczne. Pod powierzchnią bulgocze. Mimo wszystko, pozwalam sobie zachwycać się turystycznymi miejscami, wchodzę do muzeów i codziennie jem pizzę. Chodzę po średniowiecznych placach i oglądam przerażające figury ukrzyżowanego Chrystusa wiszące pod sufitem ciemnych kościołów. Zaraz obok kościoła stoi fontanna z rzeźbą Neptuna. Obydwaj bogowie najwyraźniej żyją ze sobą w zgodzie.

2 myśli na temat “Pomarańczowe miasto

Dodaj własny

  1. Teraz troche bardziej rozumiem, dlaczego Wlosi sa tacy glosni! Skoro pochodza z kraju, w ktorym nigdy nie ma ciszy, to musi byc dla nich naturalny odruch – robic halas 😀

    A ten rasizm to w czyja strone? Wszystkich nie-Wlochow, czy raczej standardowo czarnoskorzy? A moze bialoskorzy? A wlasnie: czy Wlosi uwazaja sie za ,,bialych”? Ale mi sie rozkmina wlaczyla 😀

    Polubienie

    1. Nie jestem to specjalistką i nie patrzyłam na sczegółowe statystyki dotyczące dyskryminacji rasowej, ale trzeba tu pamiętać, że do wybrzeży Włoch dociera dużo uchidźców i migrantów z Afryki czy Azji Zachodniej. To może wywolywać pewne napięcia przy braku odpowiedniej edukacji społeczeństwa.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: